Aktor trenerem -czy trener aktorem ?
autor Administrator, opublikowano 2003-07-26
No taaak... i po co mi to było?! Znowu dałem się zaskoczyć! Tym razem niejaka Więckowska, ni z tego ni z owego, z niewinną minką, spytała „Może mógłbyś napisać coś do naszej gazety?”. Wcześnie jakoś było, a ja nie spodziewałem się ataku z samego rana i odpowiedziałem „Dobra, a co?”. No i mam za swoje. Jest trzecia w nocy, a ja muszę na jutro coś napisać. Siedzę teraz jak głupek, stukam w laptopa pożyczonego od Henryka P., czas leci, a mnie nic nie przychodzi do głowy! O... Właśnie weszła do kuchni moja ukochana i zaspana żona, spojrzała na mnie i z troską powiedziała „A ty biedaku musisz pisać...” Zamieńcie sobie „biedaku” na „idioto”, bo nie jesteście moją ukochaną i zaspaną. Ważny chciałem być, do gazety pisać... A gazeta poważna, dużo w niej mądrych zdań i myśli, kilka zagranicznych słów znalazłem. Bez obciachu. I co ja tu teraz wysmażę... Konsultując temat mojego artykułu z redaktor Więckowską, uzgodniliśmy, że jego wiodącą linią powinny być pewne asocjacje branżowe, a w szczególności punkty styczne dwóch rodzajów zawodowej działalności publicznej - mianowicie „trenerstwa” rozumianego dość szeroko i „aktorstwa” pojmowanego raczej wąsko. Albo na odwrót. Nie bardzo pamiętam...
Tu czytelnikom należy się pewne wyjaśnienie. Otóż jestem aktorem (proszę nie drzeć gazety!), który po kilku latach pracy w swym wyuczonym zawodzie postanowił zakosztować jeszcze czegoś innego. A kiedy „kosztowałem” różne rzeczy, w pewnym momencie na mojej drodze stanęło „trenerstwo”. Muszę przyznać, że spodobało mi się, a czy ja spodobałem się „trenerstwu” pokaże czas.
Jako ta „oślina co z dwóch żłobów jadła” mogę pokusić się o pewne porównanie, zdawałoby się odległych zawodów. Przecież trener, to w sumie nauczyciel, a aktor to taki raczej... Ja wiem?... Komediant?
Aktor ma zazwyczaj wyuczony i wypróbowany tekst, jakiś kostium i znajduje się w sztucznej, trochę abstrakcyjnej rzeczywistości sceny czy planu filmowego. Coś tam poudaje, czasem się wzruszy i kasuje za to gruby szmal. A jak już człowiek spotka aktora to zazwyczaj pyta o jedno: „Jak się można tyle tekstu nauczyć na pamięć?”.
A trener? Z miasta do miasta, z sali do sali, ze szkolenia na szkolenie... I tylko ciągle mazaki mu się wypisują. Jak człowiek spotka trenera to w sumie nie wie, o co go zapytać. Mój syn stwierdził, że trener to jest Boniek, a ja to jestem „trener zawodowy, bo uczę ludzi zawodu”. No właśnie: uczę.
Gdzie w uczeniu aktorstwo? Jest jedna rzecz bardzo, bardzo wspólna: kontakt z salą. Jakieś dziwne połączenie występującego ze słuchaczami, aktora z widzami, trenera z uczestnikami szkolenia. Tu się czasem mówi o charyzmie, czy o zdolnościach wywierania wpływu, ale ja myślę, że próbujemy ubrać w słowa coś bardzo efemerycznego. Wyczuwanie nastroju widowni to dla aktora sprawa podstawowa! A dobry trener? Potrafi rozbawić i wzruszyć, być w centrum uwagi i kiedy potrzeba - usunąć się na drugi plan, przeprowadzić uczestników lekko przez momenty trudne, wykorzystać energię i napięcie w grupie, albo czasem po prostu zaproponować masaż... Moim zdaniem dobry trener to jakby aktor w bezpośrednim kontakcie z widownią.
Pozostają jeszcze sprawy oczywiste, takie jak: głos, ruch, gest i wyczucie rytmu mówienia. Nie bez powodu do szlifowania tych umiejętności wykorzystuje się aktorów. Ja sam tak właśnie trafiłem to „świata szkoleń”. Oczywiście poziom podstawowy musi opanować każdy, ale nie wszystkim chce się rozwijać te bezcenne umiejętności (mam na myśli aktorów rzecz jasna!).
Kolejną sprawą jest powtarzalność warsztatu. Niby nic, a jednak. Przecież nawet jeżeli będziecie prowadzić takie samo szkolenie wielokrotnie, to przecież za każdym razem jest inaczej. Zależy to i od was i od uczestników. Zawsze mnie dziwiło, kiedy ludzie pytali, czy nie jest nudnym grać kilkanaście razy to samo przedstawienie. Cóż, jeśli ktoś jest nudny - pewnie mu nudno, ale i tak jest to za każdym razem inne wystąpienie. Nie myślcie, że spektakle są ciekawsze od szkoleń. Jasne, że można się przez tę powtarzalność wypalić, ale z drugiej strony to fascynujące, że zawsze trzeba być czujnym, gotowym do improwizacji i nietypowych rozwiązań. Tak, zarówno teatr i sala szkoleniowa dają taką możliwość.
Jest jeszcze coś, co zachwyciło mnie niedawno podczas dużego szkolenia, na którym równolegle pracowało kilka grup. Sale miały przeszklone drzwi, a przerwy wypadały różnie, więc można było popatrzeć na kolegów podczas pracy. Jest sprawdzona metoda na sprawdzenie za pomocą telewizji, kto jest dobrym aktorem. Po prostu ścisza się głos do zera i od razu widać „co i jak” - dobry aktor przenosi emocje i treści całym sobą, marny – tylko głosem i minami. Tak samo było z trenerami! Zafascynowany przyglądałem się koledze, który akurat prowadził wykład. Nic nie słyszałem, ale było widać, że facet pracuje całym sobą! Przyjemnie było też popatrzeć na ludzi, którzy go słuchali...
Oczywiście, że wśród trenerów są tacy, którzy wolą pracować bardziej merytorycznie, i tacy, którzy preferują „szoł” i fajerwerki. Nie da się jednak ukryć, że w obu przypadkach aktorskie umiejętności mogą ułatwić pracę. Tak więc chcecie, czy nie koleżanki i koledzy, wiele jest punktów stycznych „aktorstwa” rozumianego dość wąsko i „trenerstwa” pojmowanego raczej szeroko. Albo odwrotnie...
Z poważaniem
kol. Bukowski.
Specialist & Friends Sp. z o.o.
Michał Bukowski